Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 799 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


ROK...TO JUŻ ROK MOJA UKOCHANA IZUNIU:(

środa, 23 marca 2011 15:51

Budząc się każdego dnia jestem wdzieczna za ten moment, za tą chwile, za czas, za życie,ktore staram się wypełnić dobrem i pożytkiem.Takie chwile, w których odczuwam to uczucie spokoju- pomaga mi w walce z tęsknotą za moimi podopiecznymi,o których walczyłam razem z innymi.To ich miłość nauczyła mnie jakie życie może być intensywne, piekne i bezceenne...to ich przyjazń utwierdziła mnie w tym co robie dla tych, którzy potrzebuja pomocy w walce o wlasna przyszłość. Nie jest łatwo iść  tą drogą...bo nie zawsze, ona kończy się tym -czym sobie wymarzyłam tzn. pokonaniem choroby śmiertelnej i przyszłościa o która walczyliśmy.Niestety...Bywaja takie chwile, gdy wraz ze śmiercią mojego podopiecznego, przestałam ,,oddychac?... Pełna bólu i rozczarowania - przestałam istnieć...przestałam funkcjonować...skamieniałam nierozumiejac DLACZEGO ale odczuwajac,ze to zapytanie jest tylko ucieczka przed bólem,który rozwijał sie tempem będacej katastrofy.Już nie raz chciałam odejść...pozostawic i iśś spokojem normalnosci nie ocierajacej się tak często o ból,cierpienie i smierć...I tak gdy już nie miałam siły...przez zasłone moich wspomnień, przedzierały się do mnie słowa,obrazy i uśmiechy tych co odeszli...to dzieki tej wspólnej intensywności,byłam i jestem w stanie odczuć tą nadzieje i swiatelko ,ktore było motywacja dla mojej Izy. I nie tylko Izy ..To dzieki jej wierze, właśnie dziś w rocznice jej odejscia, jeste w stanie polaczyc się ta energia i sprobowac, glosem serca , przekazac moją przyjazn, moją miłośc na tą drugą strone teczy...Czy jesteś w stanie ją ODCZUĆ-pytam...i z uśmiechem zamyślenia wiem,że TAK...jej Nadzieja i Wiara stała się ta niewidoczna nicią laczacą nasze serca...Nie ma jej ciała ale pozostało coś silniejszego niż śmierć...Iza , Ja...NASZA WALKA i przyjazń rozkwitająca wiecznością nastepnego dnia...

 

 

Ci, co odchodzą,
Wciąż z nami są.
I żyją sobie
Obok nas.

Patrzą z miłością
Na nasze dni
I Czasem się śmieją
Przez łzy.
Co tu jest jawą, co snem,
Kto tu istnieje, kto nie?

A może nas, tu nie ma nas,
A oni są.

Co tu jest prawdą, co nie,
Po której stronie jest sens
Bo jeśli tam, po co jest
Ten nasz świat

Ci, co odchodzą
Wciąż z nami są.
Czujesz ich pomoc,
Gdy jest źle.
Więc gdy z ciemnością
Rozmawiasz, to...

Oni Cię widzą,
Oni są.Co tu jest jawą, co snem..,

 


 

http://iza-domagala.bloog.pl/


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

MALEŃKI ALEX CZEKA NA NASZĄ POMOC

poniedziałek, 21 marca 2011 20:33

Alex czeka na pomoc

Alex urodził się 2 lipca 2010 r. jako zdrowe, silne dziecko. Jednak w drugiej dobie życia stwierdzono u niego wrodzone zapalenie płuc, niewydolność krążenia i podejrzenie wady serca.
Chłopiec został przewieziony do Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu, gdzie po wielu badaniach diagnostycznych okazało się, że ma bardzo skomplikowaną wadę serca: krytyczną stenozę aortalną, niedomykalność zastawki aortalnej, hipoplazję lewej komory, przewodozależny przepływ w łuku aorty.
14 lipca 2010 r. Alex przeszedł pomyślnie pierwszy zabieg hybrydowy (banding obydwu tętnic płucnych i implantację stentu do przewodu tętniczego), dzięki któremu mógł nadal żyć. Konieczny był jeszcze jeden zabieg– Rashkinda, który odbył się 3 sierpnia. W końcu po sześciu tygodniach chłopiec mógł opuścić szpital z zaleceniem comiesięcznej kontroli.
Po powrocie do domu Alex szybko dochodził do siebie, przybywał na wadze, nadrabiał zaległości. Tym trudnej jego rodzicom było przyjąć informację od lekarzy, że ich synek – mimo zaplanowanego leczenia operacyjnego - prawdopodobnie nie będzie mógł normalnie funkcjonować i będzie wymagał przeszczepu serca (o którym nie było mowy nigdy wcześniej).
Ewelina i Marek, zaniepokojeni złymi rokowaniami warszawskich specjalistów, postanowili szukać pomocy dla synka w innych, zagranicznych klinikach. Dowiedzieli się, że w Monachium operuje świetny kardiochirurg dziecięcy, prof. Edward Malec. Profesor nie odmówił pomocy i dał rodzicom Alexa wielką nadzieję.
Termin operacji w klinice Grosshadern w Monachium  przewidziany jest na kwiecień 2011 r. – pod warunkiem, że rodzice uzbierają do tego czasu 32 tys. EUR (jest to koszt operacji, pobytu dziecka w szpitalu i niezbędnych badań).
Ewelina i Marek apelują o wsparcie: „Proszę, pomóżcie nam. Na świecie jest wiele dzieci, ale naszym całym światem jest Alex”.

Wszystkie informacje dotyczące pomocy:  
http://mam-serce.org/formularz-darczyncy-alex

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

EMILIA & LAURA

środa, 16 marca 2011 20:29

O naszej Emili i jej kochanej Laurze...ich walka, wiara i nadzieja

A oto link do filmu i artykułu: http://blog.onet.pl/41256,archiwum_goracy.html

Laura jest wyjątkową dziewczynką - nie tylko dlatego, że cierpi na dwie najrzadsze na świecie choroby genetyczne, ale też dlatego, że ma wyjątkową mamę, która nie poddaje się i walczy o zdrowie córki. Pani Emilia jest kandydatką do tytułu Kobieta Dekady.




"Czytając wszystkie notki widzimy, że każdego dnia los tak źle je doświadcza, codziennie dzieje się jakaś tragedia. Robią krok do przodu i dwa kroki do tyłu. Niesamowita jest ta mała dziewczynka - mimo wielkiego bólu, jakiego codziennie doświadcza, na jej ustach jest ciągły uśmiech, a to wszystko dzięki mamie" – napisała w zgłoszeniu Pani Emilii internautka.

 

Generate Your Own Glitter Graphics at GlitterYourWay.com





Historię małej Laury i heroiczną walkę jej mamy o jej zdrowie można poznać na blogu Kochamy Laurę. Blog był nominowany w konkursie Blog Roku 2010 w kategorii Ja i moje życie.

Od narodzin córki domem pani Emilii Kotowskiej-Wilgosz stał się szpital, gdzie razem z mężem dyżurowali przy dziecku od rana do wieczora. Lekarze z gdańskiego szpitala próbowali dowiedzieć się, co dolega dziewczynce, ale mimo wykonania licznych badań diagnostycznych nic nie udało się ustalić. Wiadomo było tylko jedno - Laura nie potrafi oddychać, więc trzeba utrzymywać ją przy życiu za pomocą respiratora. Byli przerażeni - z dzieckiem było coraz gorzej. Liczył się każdy dzień.

Kiedy zdiagnozowano wreszcie pierwszą z chorób - zespół wrodzonej ośrodkowej hipowentylacji, zwany poetycko klątwą Ondyny, nie mogła w to uwierzyć: "Mózg mi pulsował, kłębiły mi się w głowie setki pytań… Jak będzie teraz wyglądać nasze życie? Jak ma się rozwijać dziecko, podłączone non stop do aparatury? Jak nadążyć z respiratorem za raczkującym niemowlęciem? Jak karmić Laurę, skoro nie będzie mogła jeść? Jak się z nią komunikować, skoro nie będzie mogła mówić? A gdy moje dziecko dorośnie, to czy w ogóle będzie chciało tak żyć?" - pytała na blogu.

W jednym ciele małej córeczki znalazło się kilka rzadkich chorób genetycznych: klątwa Ondyny (zdarza się raz na 200 tysięcy urodzeń), choroba Hiszprunga (zdarza się tylko u 16% chorych na klątwę Ondyny), całkowita aganglionoza jelita grubego (zdarza się tylko u 3% pacjentów cierpiących na chorobę Hiszprunga), wada serca ring naczyniowy (zdarza się tylko u 1% pacjentów z wrodzoną wadą serca).

Laura ma na stałe ma założoną rurkę tracheotomijna i musi być żywiona pozajeitowo, doustnie może jeść tylko niewielkie ilości pokarmu, nie może też wydalać - jej jelito grube nie ma zwojów, nie jest unerwione i nie może pracować. Mimo to jest wesołym i szczęśliwym dzieckiem. Przyzwyczajona do wszystkich zabiegów, dzielnie je znosi. Jedyne czego nie lubi, to rehabilitacja, która wiąże się z dużym wysiłkiem i sprawia jej ból.

Celem rodziców jest, by Laura żyła w miarę możliwości normalnie, by się normalnie rozwijała. Jak każde inne dziecko. A to wymaga bardzo ciężkiej pracy.

"Ja się nie poddam, dopóki starczy mi sił. Prędzej umrę niż przestanę walczyć. Obiecuję Ci to, moja kochana Lauro" - pisze Pani Emila na blogu.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mała Hania Latacz.....prosze pomóżmy!

wtorek, 15 marca 2011 19:47

MAMA MAŁEJ HANUSI PISZE....

 

 

Witajcie na mojej stronie.

Nazywam się Hania Latacz, mam 2 latka i pochodzę z Dzierżoniowa. Rok temu w kwietniu, wykryto u mnie nowotwór złośliwy, a dokładnie guz germinalny miednicy małej z przerzutami do płuc. Do tej pory przeszłam 6 cykli chemioterapii, po których w październiku miałam operację wycięcia guza. Niestety, po trzech tygodniach okazało się, że doszło do wznowy choroby, więc walczę dalej. Teraz jestem po 3 cyklach bardzo ciężkiej chemii, a przede mną kolejne operacje, chemioterapia i przeszczep szpiku. Praktycznie cały czas jestem w szpitalu z powikłaniami. Obecnie chemioterapia przestała już działać i znów czeka mnie operacja, która została zaplanowana na 28 lutego. Ale ani ja, ani moi rodzice i przyjaciele nie tracimy nadziei i walczymy dalej!!! Pomożesz mi...?

Kliknij na moje zdjęcie, żeby otworzyć galerię.

"Nowotwór to nie wyrok, pomóż naszej Hani"
(apel mamy Hani, opublikowany na gazeta.pl)

Mam na imię Ala, mam 28 lat i od 2 lat jestem szczęśliwą mamą. Mamą przez duże M. Jednak w kwietniu 2010 r. moje szczęście nieco przygasło. U mojej maleńkiej córeczki Hani wykryto guz germinalny miednicy małej z przerzutami do płuc. Nasz świat się załamał. Dopiero co zostaliśmy rodzicami, byliśmy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie, a wiadomość o nowotworze spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Gdy dowiedzieliśmy się o chorobie, Hania miała już przerzuty na płuc. Moja maleńka córcia przeszła 6 cykli chemioterapii, po których w październiku 2010 r. miała operację wycięcia guza. Niestety, po 3 tygodniach okazało się, że doszło do wznowy choroby i walka rozpoczęła się na nowo. Teraz jest po 3 cyklach bardzo ciężkiej chemii, a przed nią kolejne operacje, chemioterapia i przeszczep szpiku. Prawie cały czas jesteśmy w szpitalu z powodu powikłań. Obecnie chemioterapia przestała już działać, a Hanusię znów czeka operacja. Zaplanowano ją na 28 lutego 2011 r. Hania leczy się we wrocławskim szpitalu na ul. Bujwida 44. Pochodzimy z Dzierżoniowa, oddalonego od Wrocławia o 60 km. Dojazdy i leczenie wykańczają nas psychicznie i rujnują finansowo.

Jest ciężko, nie ukrywam, ale rak to nie wyrok. Już nie! Nie tracimy nadziei. Hania jest bardzo dzielna. Wciąż walczymy. Będzie dobrze, bo przecież musi być! Z pomocną odsieczą przyszli znajomi, mniej znajomi jak również i całkiem obcy ludzie... Fałszywi przyjaciele są niczym cień, towarzyszą tylko w słoneczne dni. Dla nas słoneczne dni chwilowo odeszły w cień, ale wiem, że niedługo znów nadejdą. Wierzę w to z całych sił. Muszę wierzyć! Muszę się uśmiechać do mojego dziecka i dawać jej siłę. Muszę! Prawdziwi przyjaciele stoją za nami murem. Dwoją się i troją, aby pomóc naszemu Maleństwu.

Choroba dziecka jest największą tragedią jaka może przytrafić się rodzicom. Jednak wówczas dostrzegasz, że nie jesteś na świecie sam. Widzisz, że jest wiele osób, które chcą pomóc i zrobią to zupełnie bezinteresownie, dla których najlepszą nagrodą, będzie uśmiech Twojego dziecka. Zrozumiesz wówczas, że na świecie jest bardzo wielu dobrych ludzi. Musisz jedynie dać im szansę by mogli się wykazać. Taka tragedia może przytrafić się każdemu. Nie jesteś w stanie się do niej przygotować. Nie możesz oswoić się z tą myślą, przecież nikt Cię nie ostrzeże. Choroba może pojawić się, kiedy najmniej się tego spodziewasz. Z nami właśnie tak było... Nasze szczęście zostało nam brutalnie odebrane. Bez ostrzeżenia...

Pomóżcie nam w naszej walce. W każdej chwili możecie znaleźć się w takiej samej sytuacji, a wówczas na pewno chcielibyście, aby i Wam ktoś pomógł...

Przekażcie 1 % podatku dla naszej Hanusi. Znajomi zrobili nam stronę, z której możecie dowiedzieć się czegoś więcej o Hani i jej chorobie. Są tam zdjęcia i informacje jak możecie nam pomóc.

Z góry dziękuję za okazane wsparcie,
Alicja Latacz - Mama przez duże M.

 http://www.hanialatacz.republika.pl/

hanialatacz@gmail.com

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

MICHALINA MAJ....POMÓŻMY !

poniedziałek, 07 marca 2011 20:09

 

zdjęcie

 

Michalina Maj zachorowała rok temu, JEJ ŻYCIE CAŁKOWICIE SIĘ ODMIENIŁO. ZAPANOWAŁ CHAOS I STRACH O KOLEJNE JUTRO…

JEJ nowotwór – a raczej rozpoznanie – to MPNST, czyli nowotwór złośliwy osłonki nerwów obwodowych.

MICHALINA PRZESZŁA OPERACJE, LECZENIE, ALE TO NIE PRZYNIOSŁO TAKICH REZULTATÓW JAKICH WSZYSCY OCZEKIWALI. OBECNIE POLSCY LEKARZE sugerują liczne przerzuty wieloogniskowe w okolicy węzłów chłonnych pachwinowych nogi. Dlatego noga waży sama ok. 20kg, bo jest napompowana wodą w wyniku nieodprowadzania limfy. TYLKO TYLE… STOIMY W MIEJSCU.

MICHALINA JEST SAMOTNĄ MATKĄ… WSPIERAJĄ JĄ: WSPANIALI RODZICE ORAZ RODZINA… O „PAŃSTWIE” LEPIEJ SIĘ NIE WYPOWIADAĆ. BEZ FACHOWEJ POMOCY SPECJALISTÓW TA WSPANIAŁA ISTOTA NIE PORADZI SOBIE. DLATEGO TEŻ WSPÓLNIE Z NIĄ ZACZYNAMY WALCZYĆ, SZUKAĆ  POMOCY I ŚRODKÓW.

ŚWIATEŁKIEM W TUNELU JEST WYJAZD DO KLINIKI W NIEMCZECH. WIERZYMY, ŻE BĘDZIE ON OWOCNY. NIESTETY JAK ZWYKLE PIENIĄDZ, I TO NIE MAŁY, ODGRYWA TUTAJ NAJISTOTNIEJSZĄ ROLĘ. Przed chorobą MICHALINKA była energiczną, wesołą oraz pełną życia osobą. Potrafiła sprostać wszelkim trudom jakie niesie samotne wychowanie dziecka. Pracowała jako specjalista ds. sprzedaży i handlu w firmie konfekcyjnej, gdzie w wyniku choroby nie przedłużono jej umowy. Przed tym pracowała bardzo długo jako pracownik państwowy. Studiowała, cieszyła się życiem, czerpała pełnymi garściami jego dobra, a przede wszystkim, była szczęśliwą mamą. POPRAWKA, NADAL NIĄ JEST, choć jej serce przepełnia ból… obawa, że takich radosnych chwil zostało jej niewiele.

CZY TAK MUSI BYĆ?

Uwielbia malować, podróżować, bawić się całymi dniami ze swoim kochanym synkiem. Moment, kiedy przestała chodzić spowodował, że to wszystko legło w gruzach.

JAK MÓWI NAM NASZA BLONDYNECZKA: „Jedynym moim motorem i powodem do walki z chorobą jest miłość do mojego synka.”

JEJ NAJWIĘKSZE MARZENIE? TO MÓC PATRZEĆ KAŻDEGO DNIA JAK JEJ SYNEK DORASTA.

APELUJEMY DO WSZYSTKICH LUDZI DOBREJ WOLI. PRZYŁĄCZCIE SIĘ DO NAS!!!

POMÓŻCIE NAM SPEŁNIĆ TO MARZENIE. POMÓŻCIE NAM RAZEM Z MICHALINĄ WYGRAĆ TĘ NAJCIĘŻSZĄ WALKĘ – WALKĘ O ŻYCIE.

OBECNIE JESTEŚMY W TRAKCIE TWORZENIA SUBKONTA W FUNDACJI DZIECIOM „ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ” ABYŚMY MOGLI GROMADZIĆ POTRZEBNE ŚRODKI NA LECZENIE MICHALINY. JEŻELI KTOŚ Z PAŃSTWA JUŻ TERAZ CHCIAŁBY PRZEKAZAĆ CHOĆBY TĘ SYMBOLICZNĄ ZŁOTÓWKĘ, można to uczynić wpłacając pieniążki na główne konto fundacji Dzieciom „ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ”.

 

FUNDACJA DZIECIOM „ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ”

NR KONTA: 41 1240 1037 1111 0010 1321 9362

Z DOPISKIEM: DAROWIZNA DLA MICHALINY MAJ.

 

Proszę się nie obawiać, w momencie utworzenia subkonta te fundusze zostaną przelane z głównego konta na JEJ subkonto. JEŻELI KTOŚ Z PAŃSTWA MA JAKIEŚ POMYSŁY JAK POMÓC, KONTAKTY Z LEKARZAMI ITP. PROSIMY O ODZEW.

 

„Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada,

lecz przez to, kim jest i nie przez to, co ma,

lecz przez to, czym dzieli się z innymi.”

 

ZA ZAINTERESOWANIE, JAKĄKOLWIEK POMOC, OKAZANE SERCE, SERDECZNIE DZIĘKUJEMY!!!

 

STRONKA MICHALINY...KLIK KLIK

http://nadziejadlamichaliny.pl/


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  34 506  

O mnie

Poprostu jestem

Poprostu jestem

ukryj współtwórców

;Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest i nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi.

„Każdy z nas jest Aniołem, który ma tylko jedno skrzydło. Jeżeli chcemy wzbić się ponad ziemię musimy się wziąć w objęcia."

Wizytówka


basiad

Czy kiedykolwiek przyszło wam do głowy, że naprawdę możecie kochać tylko wtedy, gdy jesteście samotni? Zapytacie, jakie to ma dla miłości znaczenie. Oznacza to widzenie osób, sytuacji, rzeczy takimi, jakimi są w rzeczywistości, a nie takimi, jakimi sobie wyobrażacie, że są. — Anthony de Mello

Odwiedziło mnie

Odwiedziny: 34506
Wpisy
  • liczba: 79
  • komentarze: 130
Galerie
  • liczba zdjęć: 18
  • komentarze: 1
Punkty konkursowe: 0
Bloog istnieje od: 2558 dni

prosze o głosik:)






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to